Olga Rayska: Jesteśmy sumą spotkań

Olga Rayska – to pochodząca z Dęblina utalentowana studentka trzeciego roku aktorstwa w PWSFTviT w Łodzi. Możemy ją zobaczyć w serialu telewizyjnym „Usta usta”, gdzie gra jedną z bliźniaczek – Zuzię. Wzięła również udział nowej produkcji Canal+ Premium pt.„Klangor” (premiera 26 marca), niebawem zadebiutuje na dużym ekranie jako Candy w filmie „Na chwilę, na zawsze” w reżyserii Piotra Trzaskalskiego. W wyjątkowym wywiadzie młoda aktorka opowiedziała m.in. o pracy przy filmie „Na chwilę, na zawsze”, swoich pierwszych krokach na scenie i poszukiwaniu siebie.  

Jaka jest postać, którą grasz? Kim jest Candy?

Candy – to córka samotnej alkoholiczki (Kinga Preis) przebywająca w ośrodku terapii uzależnień dla młodzieży, do którego trafiła z ośrodka leczenia zaburzeń odżywiania, gdzie mierzyła się z anoreksją i po której wpadła w bulimię. To wrażliwa istota wątpiąca we własną wartość z niezaspokojoną potrzebą bliskości, a z drugiej strony mierzącą się z lękami związanymi z wchodzeniem w głębsze relacje. Ma w sobie pewną tajemnicę, rodzi wiele pytań…

O czym jest „Na chwilę, na zawsze”?

To historia opowiedziana niebanalnymi zdjęciami Witka Płóciennika przepełniona walką bohaterów z sobą samym, ale i o drugiego człowieka. A to wszystko pod czujnym okiem wspaniałego reżysera Piotra Trzaskalskiego. Ukazuje potrzebę bliskości, akceptacji i mówi o wyborach, których konsekwencje nie zawsze są łatwe do zaakceptowania. A przesłanie mówiące o tym, że nigdy nie jest za późno na odkupienie win, daje nadzieję i jest pięknem w swej idei.


Teledysk Pawła Domagały do singla “Milcz” promującego film “Na chwilę, na zawsze” w reżyserii Piotra Trzaskalskiego

Czy trudno było wcielić się w rolę?

Wolę nie określać tego mianem „trudne”, bo w moim odczuciu niesie to za sobą pewną problematyczność i wywołuje poczucie ograniczenia i bezradności. Preferuję to nazwać dużym wyzwaniem, które faktycznie było tym największym w moim dotychczasowym, wprawdzie krótkim, życiu zawodowym.

Już na etapie castingu czułam się blisko projektu. Czytając szczątkowe materiały otrzymane po pierwszych etapach przesłuchań, miałam wiele pytań, które nieustannie skłaniały mnie do kreowania teorii o postaci. Na zdjęciach próbnych przedstawiłam reżyserowi jak ja przeczytałam tę postać. Spotkałam się z zaskakującą otwartością i natychmiastowym podjęciem wspólnej twórczej eksploracji człowieka, którego trzeba ożywić. Gdy poznałam pozostałych aktorów z shortlisty (ostateczna propozycja reżysera obsady, w której do każdej postaci proponowanych jest zwykle dwóch aktorów, których zestawia się w różnych konfiguracjach, przyp.red.), stres mnie nie sparaliżował, nie czułam rywalizacji, a raczej wszechogarniającą mnie pozytywną energię i adrenalinę. A w głowie, a może w sercu, dziwne przekonanie, że „przecież to moja ekipa! Moi ludzie! Ja chcę z nimi pracować!”. I było mi dane.

Kadr z filmu “Na chwilę, na zawsze” w reż. Piotra Trzaskalskiego

Jakie cechy bohaterki podczas tworzenia były Ci najbliższe? Ile jest w niej z prawdziwej Olgi Rayskiej?

Chyba wrażliwość i wnikliwa obserwacja. Natomiast już sposób interpretacji rzeczywistości i reagowania na sytuacje, których doświadcza zdecydowanie się różnią. Pomimo tej rozbieżności rozumiem wzorce rozumowania Candy definiujące podejmowane decyzje. I chyba to jest kluczowe w tym zawodzie, żeby niezależnie od prywatnej oceny bohatera potrafić odnaleźć kierujące nim motywacje, które w swojej istocie są zawsze pozytywne.

Kiedy odbywały się nagrania scen do filmu? Czy przez trwającą epidemię wyglądały inaczej niż zazwyczaj?

Zdjęcia zaczęły się na początku lipca ubiegłego roku i trwały trochę ponad miesiąc. Cała ekipa przed wejściem na plan została przebadana w kierunku Covid 19 – łącznie ze statystami. Panował pełny reżim sanitarny, a więc przede wszystkim obowiązek noszenia maseczek, który nie obejmował jedynie aktorów po charakteryzacji.

Paradoksalnie pandemia dała mi więcej przestrzeni do pracy nad budowaniem roli, ponieważ nie byłam zobowiązana do przebywania w jednym miejscu, tj. na uczelni w Łodzi. W normalnym trybie byłoby to chyba niemożliwe połączyć pracę na dwóch planach i przygotowania do sesji egzaminacyjnej letniej, a potem i samej sesji. W przerwach między zdjęciami odrabiałam zajęcia. Jakby tego było mało, byłam zmuszona w trakcie najbardziej intensywnego tygodnia na planie filmowym, zdawać egzamin z prozy w trybie zdalnym, z campera, ze wsi Ktery pod Kutnem. Dobrze, że był zasięg! To było istne szaleństwo, ale widocznie możliwe. Tym bardziej jestem wdzięczna osobom, które wspierały mnie w tym dynamicznym okresie prawie trzech miesięcy, szczególnie mojemu chłopakowi i rodzinie.

Te najbardziej intensywne przygotowania do roli trwały miesiąc.

Przez fakt, że w filmie grupa młodych w ramach terapii tworzy kapelę, mieliśmy próby muzyczne – każdy z nas dostał przydział roli w zespole i nauczyciela. To były umiejętności, które aktorzy winni byli opanować do rozpoczęcia zdjęć, tj. gra na perkusji, gitarze, basie, czy klawiszach. Mnie przypadła rola wokalistki, dzięki temu miałam okazję pracować na konsultacjach wokalnych w Teatrze Syrena ze świetnym aktorem musicalowym, wokalistą i pedagogiem Marcinem Wortmannem.
Nie ukrywam, że nadzwyczajnie ekscytującym elementem pracy były próby kaskaderskie… ale nie zdradzę czego dotyczyły 😉
Co więcej mieliśmy okazję porozmawiać z pracownikiem ośrodka terapii uzależnień, który pomagał nam zrozumieć schematy działań i motywacje zachowań ludzi uzależnionych, w tym i tych bardzo młodych.

Reżyser stworzył nam środowisko sprzyjające twórczemu dialogowi, co wszyscy czuliśmy na każdym etapie pracy.

Zdjęcia z filmu “Na chwilę, na zawsze” w reż. Piotra Trzaskalskiego, fot. Robert Pałka/materiały prasowe Kino Świat

Co najmilej wspominasz z planu filmowego?

Spotkania z wieloma niebanalnymi ludźmi – na samym planie, ale też poza nim, gdy po przepracowanym dniu siadaliśmy i umilaliśmy sobie czas rozmowami. Przyglądanie się pracy specjalistów z różnych pionów (producencki, reżyserski, scenograficzny, operatorski, charakteryzacji, dźwiękowy…), w efekcie tworzących swoistą machinę, której trybiki zależnie napędzają się nawzajem i otrzymują moc kreacji świata, który sfotografowano i który zostanie w efekcie ukazany na ekranie. To dobitnie uświadamia ogrom pracy dziesiątek osób. Proza nieoczywistych wyzwań niepozornej codzienności, z jakimi mierzą się ci ludzie podczas realizacji różnorakich projektów, na przykład kulisy powstawania charakteryzacji „Wołynia” Wojciecha Smarzowskiego… fascynujące!

Nie mogłabym nie wspomnieć o osobie samego reżysera Piotra Trzaskalskiego. Jego własna wizja reżyserska nie kłóciła się z postawą otwartości i uważności w słuchaniu innych, co było twórczo stymulujące i mnie imponowało. Zostałam obdarzona dużym zaufaniem i ciepłem, nie odebrano mi szansy proponowania własnych pomysłów i interpretacji. Nigdy przedtem nie miałam takiego pola do tworzenia kreacji, co wiele mnie nauczyło.

Kiedy odbędzie się premiera?

Premiera miała się odbyć 25 grudnia, ale w związku z obecną sytuacją epidemiologiczną i zamkniętymi kinami, film wciąż czeka na swoją premierę. Produkcja zapewne czeka na rozwój wydarzeń w najbliższym czasie, szczególnie na decyzje tych największych multipleksów kinowych. Osobiście myślę, że to już niedługo.

Czy uczestniczysz przy jakiejś nowej produkcji?

Aktualnie wszystkie dotychczasowe projekty skończyłam. Jestem na etapie castingów do kilku produkcji, ale ciężko przewidzieć ich rezultat. Równolegle rozpoczynam przygodę z pracą głosem, między innymi z dubbingiem, o którym marzyłam od dłuższego czasu. Jest jeszcze zbyt wcześnie, żeby więcej o tym mówić.

Jaka jest Twoja wymarzona rola?

Natura człowieka w swojej różnorodności jest tak fascynująca, że nie potrafię jednoznacznie określić co chciałabym zgłębić, a czego nie. Esencją jest dla mnie ukazanie ludzi z krwi i kości, nie dać sobie przyzwolenia na poddanie się stereotypom. To jest coś, czego całe życie się będę uczyć i do czego chcę dążyć. Spełnieniem byłoby grać role różnorodne, nie pozwolić się zaszufladkować. Wielu aktorów ubolewa z powodu zaszufladkowania do pewnego typu ról, np. przystojnego amanta czy życiowego fajtłapy mimo, że posiadają znacznie szerszy wachlarz umiejętności aktorskich. I tak też staram się budować moją ścieżkę, decydując się na takie czy inne projekty.

Na ten moment marzy mi się rola, w której mogłabym zaangażować się nie tylko emocjonalnie i psychologicznie, ale również w której mogłabym wykorzystać moją sprawność fizyczną. Gdy niektórzy dziwią się mojemu zapałowi do treningów przy dużej ilości obowiązków, lubię z uśmiechem odpowiadać, że przygotowuję się do roli… której nikt mi jeszcze nie zaproponował. 😉

Zdjęcia z filmu “Na chwilę, na zawsze” w reż. Piotra Trzaskalskiego, fot. Robert Pałka/materiały prasowe Kino Świat

Kiedy zrodziła się w Tobie myśl o zawodzie aktorki?

Właściwie to bardzo późno – dopiero po skończeniu liceum. Bardzo długo nie wiedziałam co chciałabym robić w życiu, bo miałam wiele zainteresowań. Zdecydowałam się na szkołę średnią poza miastem rodzinnym – w Lublinie, na klasę ekonomiczną. Wówczas zrobiłam olimpiadę z geografii i geologii, zaangażowałam się też w projekty społeczne. Zaowocowało to zresztą później stworzeniem autorskiego projektu społecznego Carry On Youth razem z trójką znajomych, który dotarł do sześćdziesięciu tysięcy odbiorców i ostatecznie zdobył Srebrnego Wilka w Ogólnopolskiej Olimpiadzie Projektowej „Zwolnieni Z Teorii”. Zarządzanie kreatywne to z pewnością coś, w czym się odnajdywałam i może gdyby nie aktorstwo, dalej bym podążała w tym kierunku. Przez rok studiowałam ekonomię. Wiele czynników złożyło się na to, że ostatecznie poszłam w kierunku artystycznym…

Pewnego razu w trakcie podróży z Lublina do Warszawy spotkałam koleżankę z liceum, która od zawsze wiedziała, że chce być aktorką. Sama wybierała się na warsztaty przygotowujące do egzaminów wstępnych w szkołach teatralnych. Opowiadała mi o nich i gdy skończyła, zadała pytanie, czy ja będę zdawać. Byłam zaskoczona, że w ogóle mnie o to pyta. Gdzie ja?! Byłam przekonana, że jestem już za stara, żeby próbować czegoś od zera. Przecież większość aktorów zwykle ma do czynienia z teatrami amatorskimi od dziecka, albo przynajmniej interesują się literaturą. Nie jestem z rodziny artystycznej, nic nie wiem o aktorstwie. „Ale Olga – ty się nadajesz!” Ale skąd miałam wiedzieć czy to prawda? Namówiła mnie, żebym poszła na przesłuchanie do prowadzącej te warsztaty Doroty Zięciowskiej. „Jak nie zobaczy w tobie potencjału aktorki, to nawet Cię nie przyjmie. Nic nie stracisz, a w przyszłości nie będziesz żałować, że nie spróbowałaś”. Nie zdecydowałam się od razu, ale ponad miesiąc rozważałam te słowa i stwierdziłam, że ma rację. Pojechałam na to przesłuchanie do Warszawy i poszło mi naprawdę źle, ale o dziwo zostałam przyjęta! Kompletnie się tego nie spodziewałam. Dojeżdżałam regularnie na te warsztaty z Lublina koleją, okrężną drogą przez Łuków i Siedlce przez osiem miesięcy, studiując ekonomię i robiąc wspomniany projekt społeczny. Ludzie przyjeżdżali tam z całej Polski. Byłam najgorsza na tych warsztatach – i to nie jest fałszywa skromność, ha ha. Spotkałam tam wielu wspaniałych aktorów-pedagogów, którzy dali mi mnóstwo od siebie. Ogromna wdzięczność. Pani Dorota uwierzyła we mnie, zanim ja odważyłam się to zrobić. Nigdy jej tego nie zapomnę.

Miałam wiele wątpliwości, ale podjęłam decyzję o aplikowaniu na aktorstwo i mimo znikomego prawdopodobieństwa (półtora tysiąca chętnych na dwadzieścia miejsc!) dostałam się za pierwszym razem. To z pewnością wynik mojej pracy, ale i zwykłego szczęścia. Tak naprawdę dopiero po pół roku w szkole byłam pewna, że to jest TO i w tym momencie nie wyobrażam sobie powrotu na „normalne” studia.

Zawsze byłam osobą poszukującą siebie i własnej pasji. Z perspektywy czasu dostrzegam, że wszystkie aktywności, których się podejmowałam w ciągu całego życia prowadziły, może trochę na około, ale dokładnie do tego miejsca, w którym się znajduję. Ta w rzeczywistości interdyscyplinarna forma, jaką jest aktorstwo, pozwala mi na zaspokajanie ogromnej potrzeby wyrażania mojej wrażliwości, a także na mówienie o wielu problemach, z którymi powinniśmy się mierzyć jako jednostki i społeczeństwo. Oczywiście dodatkowo daje dużo satysfakcji i radości. „Jesteśmy sumą spotkań” to słowa mojego profesora, który usłyszał je od swojego profesora i które ja przekazuję dalej, bo bardzo prosto oddają znaczenie i wagę naszego człowieczeństwa. Czerpię z tych spotkań i doświadczeń. Staram się w sobie pielęgnować wdzięczność. Pozwala mi to pozostać na ziemi przynajmniej jedną nogą, być najpierw człowiekiem, a potem aktorem.

Zdjęcia z filmu “Na chwilę, na zawsze” w reż. Piotra Trzaskalskiego, fot. Robert Pałka/materiały prasowe Kino Świat

Pierwsze kroki na scenie..

Postawiłam mając trzy lata. Na Dniach Dęblina. Razem z rodziną oglądaliśmy występy dzieci z Miejskiego Domu Kultury, w tym mojej najstarszej siostry Kasi. Pamiętam, że zaczęłam pociągać tatę za spodnie, a gdy on przykucnął, powiedziałam, że ja też chcę wystąpić na scenie. Tata wziął mnie za rękę i zaprowadził pod scenę do ówczesnej Pani dyrektor MDK-u Agaty Osiki-Kucharskiej i Pani Małgosi Sprawki, i powiedział, że „ta młoda dama ma sprawę” i kazał mi zwerbalizować moją potrzebę. Powiedziałam, że ja też chcę zaśpiewać. Spotkałam się z serdecznym zaproszeniem. Zostałam zapowiedziana jako Ola, dostałam mikrofon, wyszłam na scenę i zaśpiewałam „Jedzie pociąg…”. Dobrze to pamiętam, szczególnie życzliwe uśmiechy i brawa widowni. Przyznaję, że trochę się zawstydziłam.

Zanim jeszcze poszłam do przedszkola, zaczęłam uczęszczać na zajęcia taneczne w MDK-u, gdzie pozostałam do końca gimnazjum w „Małej Rewii Tanecznej”. Dzięki mojej wychowawczyni w pierwszej klasie szkoły podstawowej – Pani Barbarze Kurek, która zauważyła mój potencjał muzyczny, zostałam skierowania do próbowania sił na zajęciach wokalnych u Pani Ewy Rząsy. Potem spotkałam się z Panem Michałem Pastuszakiem, gdzie dotknęłam gitary i poezji śpiewanej. W gimnazjum tata wciągnął mnie do Chóru Politechniki Lubelskiej, w której sam śpiewa od czasu studiów i z przerwą byłam tam 5 lat. Tam też najsilniej zaczęła się budzić moja głęboka wrażliwość na piękno i sztukę. W dużym stopniu przyczyniła się do tego Pani dyrygent i kierownik artystyczny prof. dr hab. Elżbieta Krzemińska i dużo starsi ode mnie członkowie chóru, przy których dojrzewałam. Dzięki Tato! A gdy już całkiem wyjechałam z Dęblina przez niedługi czas byłam związana z Lubelskim Teatrem Tańca, a później odkryłam uwielbianą przeze mnie formę – recital – w Akademii Teatralno-Wokalnej Jerzego Turowicza w Lublinie.

Czy masz jakąś odskocznię od studiów, pracy na planie? Jakieś hobby, któremu lubisz się oddać, zrelaksować?

Ależ oczywiście! Jest to już przeze mnie wcześniej wspomniany ruch fizyczny. I to w przeróżnej formie. Mój top to crossfit, yoga, skakanie na sześciokątnych trampolinach i jazda rowerem. Poza tym niezwykle interesuję się odżywianiem, jestem weganką od pięciu lat i lubię eksperymentować w kuchni.

Jesteś jeszcze studentką. Jak patrzą wykładowcy na Twoją karierę, która niewątpliwie się rozwija?

Większość z nich to akceptuje. Nie jestem też pierwszą ani jedyną studentką, która pracuje w trakcie szkoły. Warunkiem jest jednak to, żeby nie zaniedbać przy tym obowiązków szkolnych. Należy informować dziekanat o projektach i prosić o zgodę na udział, szczególnie na początku nauki. Jednak wszystko jest kwestią dogadania się z profesorami i kolegami z grupy, którzy zawsze tracą, gdy ich partner sceniczny jest nieobecny. Wszyscy staramy się ułatwić takiej osobie trud łączenia pracy ze studiami, więc gdy jest potrzeba, dostosowujemy się z próbami do takiej osoby. Względem mnie też tak się dzieje. Uważam, że jest to bardzo w porządku.

Kadr z produkcji Canal+ „Klangor” w reż. Łukasza Kośmickiego

Czy gdzieś jeszcze można Cię zobaczyć – teatr, film, serial?

Poza filmem „Na chwilę, na zawsze” w reż. Piotra Trzaskalskiego z Pawłem Domagałą i Martyną Byczkowską w rolach głównych, będzie można mnie także zobaczyć w nowej produkcji Canal+ „Klangor” w reż. Łukasza Kośmickiego. To ośmioodcinkowy serial łączący kryminał z dramatem rodzinnym. Wybitna obsada, u boku której pracowałam to: Arkadiusz Jakubik, Maja Ostaszewska, Wojciech Mecwaldowski, Aleksandra Popławska, Maciej Musiał i Piotr Witkowski. Premiera odbędzie 26 marca na CANAL+ PREMIUM oraz online na canalplus.com.
Co więcej, również wiosną, na stacji TVN będzie emitowany kolejny sezon serialu komediowo-obyczajowego „Usta usta” w reż. Łukasza Jaworskiego.