Ratujmy nasze serca!

Wpływ wirusa SARS-CoV-2 na układ krążenia – prof. dr hab. n. med. Jarosław Wójcik, szef Szpitala Kardiologii Inwazyjnej IKARDIA w Nałęczowie.

Redakcja: Trwająca epidemia pokazuje, że koronawirus nie pozostaje obojętny na nasze narządy wewnętrze w tym serce. Jak bardzo narażone jest nasze serce w przebiegu COVID19?

Profesor Jarosław Wójcik: Kolejne badania, doniesienia i nasze bezpośrednie obserwacje potwierdzają, że koronawirusy atakują nie tylko płuca, ale mogą także dramatycznie uszkadzać serce. Zapalenie mięśnia sercowego, zaburzenia rytmu czy też zawał serca, to tylko niektóre ze skutków wpływu wirusa SARS-CoV-2 na cały układ krążenia. Przebieg COVID19 powoduje między innymi zwiększenie aktywności prozakrzepowej. Może dochodzić wtedy do wykrzepiania krwi w tętnicach, w których nie ma nasilonych zmian miażdżycowych. Dane w niedawno opublikowanym przeglądzie Journal of the American College of Cardiology potwierdziły wcześniejsze przypuszczenia naukowców, że zajęcie serca wystąpiło aż u 25% hospitalizowanych pacjentów zainfekowanych koronawirusem. To ogromny odsetek osób!

Czy zagrożenie serca przez koronawirusa jest uzależnione od wieku Pacjenta?

Zarażenie COVID19 jest niebezpieczne nie tylko dla seniorów i osób z chorobami współistniejącymi. Ciężki przebieg choroby może spowodować poważne uszkodzenia w organizmie, zarówno 30-latka, jak i 80-latka. Nie stworzono do tej pory jednego klucza wirusa, który pomógłby zweryfikować predyspozycje osób szczególnie narażonych na jego działanie. To indywidualna zależność naszego organizmu – w tym także serca. Oczywiście seniorzy mogą ciężej przechodzić tę chorobę ze względu na „zużycie” organizmu czy poszczególnych jego organów, ale nie jest to regułą. Jeśli Pacjent ma rozpoznaną chorobę kardiologiczną, leczy się od lat, przyjmuje leki, ma zaawansowaną chorobę wieńcową, czy przeszedł już zawał serca można postawić tezę, że przebyte choroby kardiologiczne zwiększają ryzyko ciężkiego przebiegu choroby, ale żeby tezę obronić, musimy jeszcze poczekać na pełne dane z badań.

Jakich rad udzieliłby Pan Profesor aby ochronić serca przy zarażeniu SARC-CoV-2?

Od zawsze wielki nacisk kładę na profilaktykę przedzawałową i ochronę całego układu krążenia. Zawsze lepiej jest zapobiegać niż leczyć. Stały kontakt z lekarzem, sumienne zażywanie leków – jeśli takie zostały już zalecone, kontrolne badania profilaktyczne w obszarze serca, a w sytuacji pogorszenia stanu zdrowia brak obawy przed wezwaniem karetki, są kluczowe w staraniach o zdrowe serce.

Ludzie boją się wzywać pogotowie ratunkowe w nagłych sytuacjach sercowych?

Uważam, że tak niestety jest. Często strach przed zarażeniem wyłącza Pacjentom logiczne myślenie. A z wezwaniem pomocy nie można czekać, zwłaszcza jeśli wystąpią piekące bóle w klatce piersiowej z promieniowaniem do lewej ręki lub szyi. Trzeba obserwować swój organizm wnikliwie, bo często przed pogorszeniem stanu serca wysyła on nam niepokojące sygnały: spadek ciśnienia krwi, nadmierna potliwość, duszność czy wzmożony niepokój. Już takie symptomy powinny skłonić nas konsultacji z lekarzem lub wezwania karetki.

Nie jest łatwo uzyskać poradę lekarza w czasie pandemii. Nie jest też prosto dostać się na planowy zabieg.

Niestety kilkunastoletnie zaniedbania w ochronie zdrowia najbardziej widać w sytuacjach trudnych, w tym m.in. przy trwającej obecnie pandemii. Wówczas rzeczywiście kontakt z lekarzem bywa utrudniony, a zabiegi planowe są wstrzymane. Absolutnie nie jestem zwolennikiem takich rozwiązań. Brak dostępu do świadczeń zdrowotnych może mieć śmiertelne konsekwencje dla Pacjenta. Jeśli problem można wyeliminować już na początku drogi, to trzeba dołożyć starań, aby tak właśnie było. Bez konsultacji lekarskiej problem tylko narasta. Pacjent traci zdrowie, lekarz ma utrudniony proces leczenia, bo Pacjent wszedł do systemu zbyt późno aby mu skutecznie pomóc. Płatnik (NFZ) za świadczenie musi zapłacić więcej niż gdyby problem odkryto kilka miesięcy wcześniej, bo trzeba już leczyć np. późne powikłania zawału serca w postaci jego niewydolności. To prowadzi do tego, że systemowe pieniądze nie są efektywnie wydawane. Problem można logicznie rozwiązać zaczynając od profilaktyki, kontynuując w obszarze wczesnej diagnostyki i kończąc na stałym dostępie do świadczeń. Tego porządku obecnie brakuje.

Dziękuję za rozmowę.

/prof. dr hab. n. med. Jarosław Wójcik, szef Szpitala Kardiologii Inwazyjnej IKARDIA w Nałęczowie/fot.IKARDIA/